Warszawskie Żarcie na Kółkach: Burger z kurzu i spalin

Żarcie na Kółkach (fot. MW/kuflowa.pl)
Żarcie na Kółkach (fot. MW/kuflowa.pl)

Wędrując przez Most Poniatowskiego w kierunku Czeskiej Baszty, natrafiliśmy wraz z ekipą Kuflowej na inną warszawską atrakcję – chociaż na początku nie za bardzo wiedzieliśmy, co właściwie widzimy. Oto bowiem pod mostem, na niewielkim skwerku pomiędzy Wioślarską a Bulwarem Flotylli Wiślanej zobaczyliśmy skupisko food trucków, a wokół niego kłębiący się tłum ludzi. Rzecz jasna, nie zwlekając ruszyliśmy na dół.

zarcie2

Niestety z bliska ten festyn food trucków (jak się okazało, doroczny zlot pod nazwą Żarcie na Kółkach) prezentował się znacznie gorzej, niż z wysokości mostu. Klienci brodzili po zakurzonych i zaśmieconych resztkach trawnika, depcząc po petach i potłuczonym szkle. Początkowa ochota na spróbowanie czegoś z food trucków szybko mnie opuściła.

zarcie3

Teoretycznie oferta Żarcia na Kółkach wydawała się całkiem interesująca. W licznie zgromadzonych food truckach sprzedawano nie tylko burgery i frytki, ale też np. currywursty, pizzę, makaron, różne kanapki, meksykańskie jedzenie, a nawet ciastka (ale co ciekawe, nikt na razie nie wpadł na sprzedawanie pierogów, przynajmniej ja na taką budę nie trafiłem). Jednakże okoliczności odstręczały od spróbowania czegokolwiek.

zarcie4

Lecz większości klientów ogólny brud nie przeszkadzał, ochoczo wcinali produkty z ciężarówek i popijali Perłę (jedno z niewielu piw dostępnych na terenie festynu). Muszę przyznać, że przyglądałem się temu z pewnym zażenowaniem. Także dlatego, że ceny różnych dań nie należały do zbyt niskich. Np. burgery były droższe, niż w wielu uznanych burgerowaniach nie na kółkach. W dodatku porcje były często miniaturowe, np. kosztująca kilkanaście złotych porcja makaronu mieściła się w niewielkiej plastikowej miseczce.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, niewykluczone, że jedzenie w tych budach było całkiem niezłe. Ale naprawdę nie widzę powodu, aby zajadać się czymkolwiek pośród takiego brudu, w przepychającym się tłumie ludzi, obok kilkupasmowej trasy zapchanej autami. Miejskie jedzenie owszem, ale przecież wielkomiejskość nie musi oznaczać braku klasy.

Oglądałem potem i czytałem kilka relacji z Żarcia na Kółkach, uczestnicy i organizatorzy imprezy wydają się być z siebie bardzo zadowoleni. Cóż, być może Żarcie na Kółkach spełniło swoje zadania finansowe i marketingowe. Ja jednak wolę popróbować jedzenia z warszawskich food trucków, gdy spotkam je przypadkowo ustawione w jakichś przyjemniejszych miejscach.

, , , , , , , , , , , , ,

Komentarze

  1. Krzyś pisze:

    Niestety magia kiczu i tandety zawsze przyciąga tłumy a my dopasowujemy się do tego i robimy ...chlew .

  2. Zolok pisze:

    Szkoda tam było w ogóle iść i męczyć nogi. Lepiej trzeba było od razu iść do Czeskiej Baszty. Jeśli macie ochotę na burgery i piwko to lepiej skoczcie do Burgerowni na Sadach Żoliborskich. Podobno mają Prometeusza z Olimpu oraz Podróże Kormorana. Lokal niewielki, ale jest czysto i jest normalna toaleta. Możecie też spróbować burgerów w Yellow Cabie na Żoliborzu. Też mają dobre piwko. U nich ceny burgerów są lepsze niż na piwo niestety.
    Takie spędy jak wyżej opisany niestety nie wiążą się z niczym przyjemnym.

  3. Fokinsyn pisze:

    Hahahaha jacy hejterzy :) Ale nic dziwnego piwoszom podoba się tylko łojenie browarów. A ponieważ nie mają siły ruszać się po nadmiernym ich spożyciu to i komórki mózgowe nie działają poprawnie.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>