Beer Geek Madness: Pomysł dobry, wykonanie fatalnie. I ci hipsterzy z kuflem piwa...

fot. GM/kuflowa.pl

W ostatnią sierpniową sobotę odbył się we Wrocławiu kolejny piwny festiwal – Beer Geek Madness. Impreza umiejscowiła się w industrialnych wnętrzach Zaklętych Rewirów. Przyznam szczerze, że do napisania recenzji owego wydarzenia nie mogłem się do dziś zebrać. Po prostu nie lubię krytykować imprez piwnych, a w pierwszych godzinach i dniach po festiwalu niestety głównie cisnęły mi się na język słowa krytyki. Ale od początku.

Na początek trochę miodu. Fakt, że Wrocław staje się powoli Mekką na piwnej mapie Polski niezmiernie cieszy i tu duże słowa uznania dla organizatorów za to, że odważyli się na zorganizowanie festiwalu w mieście, które słynie już z Festiwalu Dobrego Piwa. Przy takiej konkurencji łatwo na pewno nie jest. Ilość osób jakie się na BGM pojawiły świadczy też dobitnie o coraz większej świadomości społecznej i potrzebie odkrywania dobrego piwa. „Serce roście” jak mawiali starożytni. Na duży plus zaliczyć też trzeba obsadę festiwalu. Same polskie browary rzemieślnicze i oczywiście gość specjalny z Danii czyli Mikkeller. Dla mniej obeznanych z polską piwną sceną ilość tego typu browarów musiała zrobić wrażenie.

Co do piw to w tym miejscu o recenzję się nie pokuszę. Warunki nie sprzyjały degustacji a i w nastroju do takowej nie byłem. Wspomnę tylko pokrótce, że skosztowałem „O Rzesz Ku…” z Browaru Bednary (naprawdę udany eksperyment, będę musiał na spokojnie wypić); Zebra (White Porter) Widawa&Kopyr (znając wysoki poziom innych ich propozycje stwierdzam tylko, że ten smak chyba nie był zamierzony; coś po prostu wybitnie nie wyszło); Son of a Birch (Birch Wheat) czyli piwo z sokiem brzozowym z Pinty (zaskakująco zaskakujące jakby powiedział klasyk); Dragon Fire (Peper Rye Imperial IPA) z Pracowni Piwa (zwycięstwo należało się słusznie); i na koniec Viva la Wita (co się Wam z zapachem w tej warce stało??? ) i Apetyt Na Życie (jak zawsze trzyma poziom) z Pinty. Generalnie ze swoich wyborów byłem całkiem zadowolony, choć przeważająca w kranach IPA w różnych postaciach zaczyna się już nieco przejadać (przepijać?). To zresztą temat na osobny tekst.

No dobra, chcąc nie chcąc pokrytykować muszę, choć z ciężkim sercem.

Po pierwsze primo sposób wpuszczania na imprezę. Chyba ilość gości nieco przerosła organizatorów. Aby dostać się do środka trzeba było kupić szkło festiwalowe za 16 zł (pokal 0,4 l). Sprzedawano je w namiocie przed wejściem. Trzy stanowiska sprzedające na kilkuset ludzi to zdecydowanie za mało. Po pół godzinie stania w kolejce w ulewnym deszczu jakoś nie specjalnie byłem w dobrym nastroju. Kolejna kolejka czekała na mnie na górze – jak się okazało zupełnie niepotrzebnie w niej stałem o czym jednak poinformowali mnie i moją ekipę inni czekający a nie organizator. Trochę tu komunikacja zawiodła.

W kolejce trzeba było stać także po żetony, którymi płacono za piwa na imprezie. Jeden żeton kosztował 2 złote. A trzeba było trzech żetonów, żeby nabyć małe piwo (czyli 0,2 l za 6 zł) i pięciu, żeby kupić duże (0,4 l za 10 zł).

W środku pierwsze co się rzucało w oczy to niestety kolejne kolejki. Większość czasu spędziliśmy właśnie stojąc i czekając na piwo. Lub też pijąc jedno piw stojąc w kolejce po następne co wykluczało możliwość przepłukania szkła w międzyczasie. Muzyka klubowa i dyskotekowe światełka jakoś też do mnie nie przemawiały. Po prostu nie mój klimat i kompletnie nie pasuje do piwnej imprezy.

I pomysł, na który wpaść mógł chyba tylko prawdziwy geek. Palarnia. W samym środku imprezy. Zaraz obok stoisk z jedzeniem (kajzerka z dzikiem z Patelni była naprawdę zacna). Aby przejść z jednej części festiwalu na drugą trzeba się było przebić przez chmurę dymu. O rzesz ku…!!! chciałoby się zakrzyknąć. Organizatorzy festiwalu! I Sabo! Nie idźcie tą drogą!

Elementem humorystycznym była też cała gama różnej maści geeków (tak wiem, nazwa festiwalu zobowiązuje), hipsterów, korpoludków i temu podobnych, którzy podłapali modę na bycie piwnymi ekspertami i wygłaszali zabawne tyrady na temat pitych piw. Osobiście powaliła mnie na łopatki pewna dama zachwycająca się bukietem Viva la Wity (który co do zasady naprawdę jest świetny, ale z niewiadomych przyczyn na tym festiwalu po prostu... zajeżdżał).

Do występu ekipy Mikkellera niestety nie dotrwałem. Klimat festiwalu mnie przerósł i musiałem się udać do domu.

Ok, koniec narzekania. Po powyższym tekście i tak pewnie zostanę znienawidzony przez organizatorów i całą piwną awangardę w Polsce. Ale trudno, taki lajf. Naprawdę, trudno spokojnie przejść obok zachwyconych głosów stale tego samego towarzystwa wzajemnej adoracji.

Na zakończenie zaznaczam, że na następną edycję festiwalu na pewno się wybiorę. Choćby po to, aby zatrzeć niemiłe wrażenia. Jestem też przekonany, że organizatorzy wyniosą nauki z pierwszej edycji i wszelkie niedociągnięcia poprawią. Póki co trzymam kciuki za ich inicjatywę.

, , , , , , ,

Komentarze

  1. xyz pisze:

    Dla niektórych to Ty możesz być dziwolągiem bo jakieś dziwolągowate piwa pijesz prawda? Chcesz pogłębiać antagonizmy między ludźmi?
    I nie narzekaj dobrze że jest taka impreza. Zorganizuj z kimś lepszą.
    Co ci przeszkadza, Niech "się wzajemnie adorują". To tylko lepiej dla branży. To sygnał że warto takie rzeczy robić a tu jęczenie.

    • beergeek pisze:

      @xyz to jest wpis typowo wg schematu: "skrytykuj coś co wszyscy inni chwalą - bądź kontrowersyjny". Nie ma co się tym przejmować i nabijać wyświetleń.

      Zresztą ten sam autor jeszcze niedawno zachwycał się rosyjskimi Chamownikami, a parę dni temu wyżłopał przed kamerą jakiegoś marketowego mózgotrzepa na raz. Także nie ma się co dziwić, że mu się na BGM nie podobało. :)

      • Grzegorz Miś pisze:

        @beergeek -> co jest kontrowersyjnego w tym, że nie lubię kolejek i dymu papierosowego?

        A co do mózgotrzepa - to owszem wypiłem a kasa poszła na na cel charytatywny. Taka odmiana IBC tyle, że z piwem - na tym polegało wyzwanie.

        Co jest złego w Chamownikach? Poza tym, że są z Rosji?

    • Grzegorz Miś pisze:

      Prawda. Nadal znam osoby, które patrzą na mnie dziwnie gdy piję coś co nie jest koncernowe. I owszem jestem dziwolągiem dla wielbicieli Harnasiów i innych takich nie przeszkadza mi to. Przeszkadza mi, jak ktoś dzisiaj jest wielbicielem piwa, wczoraj był vege-burgerów a jutro będzie jeszcze nie wiadomo kim bo taka będzie moda.

      I dla jasności jak już wyjaśniłem na początku tekstu - nie narzekam, że impreza jako taka jest. Wręcz się z tego cieszę i na następną na pewno się wybiorę. Narzekam na konkretne kwestie organizacyjno-techniczne, które nie tylko mi przeszkadzały.

      I nie po to narzekam, żeby ponarzekać, tylko żeby organizatorzy jednak zauważyli niedociągnięcia w powszechnej fali zachwytu i wyeliminowali je w następnej edycji. Zresztą życzę im z całego serca, żeby kolejna impreza była dopracowana w każdym szczególe i żeby każdy mógł z niej skorzystać bez wystawania w deszczu w kolejkach i wdychiwania tytoniowych wyziewów współbiesiadników.
      Hipsterów już jakoś przeżyję, może zresztą za rok znajdą sobie inną modę :)

  2. Alicja pisze:

    Apetyt na życie jest z Pinty, AleBrowaru nie było na BGM.
    Gratuluje rozeznania w temacie przy jednoczesnej krytyce niskiego poziomu wiedzy innych.

    • Grzegorz Miś pisze:

      Mea culpa - masz oczywiście rację. Przekażę redakcji, żeby zmieniła. I faktycznie Pintę i AleBrowar mylę za każdym razem jak o nich mówię - taki czeski błąd
      .

  3. Beer Geek Madness pisze:

    Dziękujemy za twoją relację i krytykę. Wszystkie uwagi, nie tylko z twojej strony, wykorzystamy przy kolejnych edycjach BGM. Żałujemy, że nie dotrwałeś do końca imprezy i nie możesz mieć pełnego obrazu całego wydarzenia. Pozdrawiamy. BGM

    • Grzegorz Miś pisze:

      Też żałuję i następnym razem mam nadzieję dotrwać do końca. Swoją drogą pomyślcie o czymś większym niż Zaklęte Rewiry. Przy takim obłożeniu pierwszej edycji możecie spokojnie celować w obiekt typu Orbita, IASE czy może nawet Hala Stulecia.

      Pozdrawiam i cieszę się, że potraficie na chłodno słowa krytyki przyjąć :) Szacun.

  4. Juzek pisze:

    Możesz podać nazwę festiwalu który odbył się w tym roku w Polsce i na którym nie było kolejek po piwo?

    Z drugiej strony jak ma się "okres" może warto zostać w domu i nie marudzić.

    • Grzegorz Miś pisze:

      Pierwsze (co najmniej) dwie godziny Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu. Pojawiłem się tam ze sporą ekipą na samym początku imprezy i bez problemu obeszliśmy wszystkie stoiska. Na luzie i bez spiny można też było porozmawiać z wystawcami. Dopiero po paru godzinach utworzyły się mega kolejki do kilku stoisk (Pinta, AleBrowar czy Widawa). Kto jednak był na samym początku mógł skosztować wszystkiego nie stojąc w kolejce dłużej niż 2-3 minuty.
      No i nie było kolejek na wejściu ani po żetony.

      "...jak ma się "okres"..." - mam się do tego jakoś odnieść merytorycznie czy to po prostu jakiś "świetny" żart w Twoim mniemaniu?

  5. orest pisze:

    krytyka dla samej krytyki. po otworzeniu 14 kranow mikkelera, kolejki zmalały drastycznie - duzl lepiej bylo przyjc po 20, wyjsc przed - to duży błąd. impreza była świetna - przepyszne piwo i jedzenie, dużo piwnych świrów z którymi można wymienić opinie, pijany tomasz kopyra. minusy to kolejki (18-20) i portfel o 100zl lżejszy. ale co wypróbowałem to moje :D jestem zachwycony, liczę że natepnym razem bedzie jeszcze lepiej. tak właśnie powinien wyglądać festiwal dobrego piwa - gdyby nie zamienił się w jarmark (tudzież odpust) z balonikami i watą cukrową

    wszystko to kwestia gustu. ale teksty o hipster korpo ludkach sa na tyle słabe, że usuwam rssa z obserwowanych

  6. Zatarty pisze:

    Nie, no jednak impreza była nieco hipstersko-clubbingowa na piwnym fundamencie.Oprawa artystyczna/muzyczna zapewne przypasowała gościom w przedziale wiekowym 20-25 lat ;-).Ale to nie jest jedyna grupa piwnych konsumentów, czy też piwnych smakoszy.Słyszałem również krytyczne uwagi, łącznie z wylewaniem piw Mikkellera :-).Pralnia czasowo robiła za saunę, przepyszne jedzenie, sympatyczna obsługa na kranach, oraz w jadalni :-).Dla mnie dwie polskie wpadki to Zebra ( koszmar hydraulika) i Czekoladowa Dolina ( zmasowany atak chili), a niektóre piwa gościa zagranicznego były według mnie przekombinowane, udziwnione i mało pijalne ( np Yuzu).To oczywiście subiektywne odczucia, osobiste gusta i preferencje, ale całokształt wrażeń z BGM jak najbardziej pozytywny:-) Pozdrawiam !

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>