"U Huberta": Piwny czakram w Cieszynie na Sachsenbergu

fot. JJT/kuflowa.pl
fot. JJT/kuflowa.pl

Dlaczego oni tu przychodzą, jaki magnes czy też czakram znajduje się w tej zachodniocieszyńskiej gospodzie położonej niecałe dwieście metrów od granicznego mostu na Olzie w dzielnicy, która na przełomie minionych wieków zwana była Sachsenbergiem lub wręcz Saską Kępą? Dzień w dzień przesiadują tam tłumy, a w weekendy to już trudno znaleźć choć jedno wolne miejsce przy stoliku. I tak jest już od ponad stu lat.

W lipcu 1913 roku cieszyński restaurator Inocenty Partyka przejął na pryncypalnej ulicy miasta, która nazywała się dokładnie tak samo jak wspomniana dzielnica Cieszyna (obecnie zowie się po prostu Główna/Hlavní) funkcjonującą od lat restaurację „Karwińska Piwiarnia”. W anonsie jaki pojawił się w śląskiej prasie była mowa i o dobrej kuchni, i o znakomitych napojach, które polecał „łaskawym względom Szan. P. T. Publiczności” sam pan Inocenty. Wśród tych ostatnich królowało piwo pochodzące z założonego w 1860 roku słynnego browaru hrabiego Larischa w Karwinie.

„Piękne dwudzieste stulecie” nie oszczędziło Cieszyna, który w ciągu raptem dwóch i pół dekady kilkakrotnie znajdywał się w różnych państwach i dwukrotnie był dzielony wzdłuż przepływającej przez miasto rzeki. Te zmiany odbiła się również i na gospodach. Partykowie przestali być w pewnym momencie właścicielami lokalu, jednak przez cały okres komunistyczny knajpa funkcjonowała. Od czasu aksamitnej rewolucji w 1989 roku znowu znalazła się w rękach prywatnych, a jej oficjalna nazwa brzmi „U Huberta”. I tak nazywają to miejsce osoby z zewnątrz, przychodzący ze strony polskiej turyści a nawet i ci Czesi, którzy osiedlili się w Czeskim Cieszynie niedawno. Natomiast stali bywalcy, sztamgaści — jak to się mówi na Zaolziu, niezależnie od swej przynależności narodowej czy państwowej używają tradycyjnej nazwy — Partyka.

Co jest szczególnego w tym lokalu? Zacznijmy od piwa — tak jak w większości gospód województwa Morawsko-Śląskiego jest tam Radegast, dwunastka. Bodaj jest też i Velkopopovický Kozel, ale Koziołka mało kto pija. Radegast w swej mocniejszej wersji jest podstawowym piwem na Zaolziu. Zdarzyło mi się kilkakrotnie słyszeć z ust jego amatorów, że smakuje on dokładnie tak samo jak dawny karwiński pils, albowiem po likwidacji w latach 1952-54 browaru w Karwinie (co związane było z zapadaniem się miasta w wyniku tzw. szkód górniczych czyli rabunkowej gospodarki węglem) jego główny piwowar znalazł pracę w nowo powstałym właśnie w 1970 roku zakładzie w Noszowicach niedaleko Frydka i wykorzystał starą larischowską recepturę do produkcji Radegasta właśnie. Prawda li to? Nie wiem, ale niech tak już i pozostanie.

Należy zatem zamówić Radegasta, który w Partyce nalewany jest z „z tanka”. Poda go do stołu jedna z trzech Gracji — Jirka, Jana lub Ivana; ta trzecia dołączyła nie tak dawno, przed rokiem czy dwoma, już nie pamiętam, ale tu personel właściwie jest niezmienny. Tu dość szybko można przyzwyczaić się do obsługi, a ta z kolei bez trudu rozpoznaje stałych klientów. W godzinach pracy kuchni (na terenie Republiki Czeskiej jest to na ogół do godziny piątej-szóstej po południu, acz ten lokal jest tu chlubnym wyjątkiem - gotuje się do ósmej wieczór) warto wziąć coś na ząb — dla wielu przyjezdnych z głębi Rzplitej to Partyka właśnie jest tym pierwszym miejscem gdzie spotkają się nie tylko z czeskim piwem, ale też i z czeskim jadłem.

No i wreszcie goście. Z knajpianego gwaru, z papierosowego dymu można wychwycić słowa, frazy a nawet pełne zdania po polsku, czesku, w tradycyjnym śląsko-cieszyńskim „po naszymu” i w dość popularnym wśród zaolziańskiej młodzieży slangu, taką językową bajaderką. Ale niekiedy ktoś po kilku dobrych kuflach rzuci tak dla żartu dwa słówka po niemiecku, aby przywołać ducha dawnego multikulturalnego miasta nad Olzą.

W knajpianej ciżbie dominuje liczna ekipa sztamgastów, niektórych z nich, na przykład Petra, b. instruktora nauki jazdy można spotkać właściwie codziennie. Ale schodzą się tam również pracownicy pobliskiego Muzeum Těšínska, liczni zaolziańscy Polacy związani ze sztuką graficzną, fotografią i księgarstwem, często też tam przesiadują osoby z kręgu cieszyńskiej Krytyki Politycznej i Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, aktorzy ze sceny polskiej i czeskiej Těšínského divadla oraz złota młodzież Zaolzia.

Tam również a nie gdzie indziej zostaną zaprowadzeni dziennikarze z Polski, wszelacy ludzie mediów, prelegenci przybywający do Cieszyna na wykłady i spotkania. To w Partyce właśnie odbywają się główne zebrania osób przygotowujących doroczny festiwal „Kino na Granicy”, a w okresie trwania tej imprezy na przełomie kwietnia i maja tam właśnie przesiaduje gros jego uczestników…

Ale nadal nie wiem gdzież się kryje ten fenomen Partyki. W niemalże centralnym położeniu na mapie Czeskiego Cieszyna w bliskim sąsiedztwie Olzy i państwowej granicy? w sile przyzwyczajenia sztamgastów? Trudne to do uchwycenia. Może we wszystkim po trochu. Dla Polaka z Warszawy miejsce to będzie kwintesencją czeskości, dla Czecha z Pragi będzie to najmniej czeska knajpa. Niekiedy już mam dość tego miejsca i chowam się w jednej z kilkudziesięciu znanych mi gospód po jednej czy drugiej stronie rzeki, gdzie mogę swobodnie porozmawiać bez ryzyka spotkania kogoś z bliższych lub dalszych znajomych. Ale coś mnie tu jednak ciągnie do Partyki. I pewnie któregoś wieczora tam się zobaczymy — przy kuflu Radegasta.

, , , , , , , , , , ,

Komentarze

  1. Wiesława Branna pisze:

    To prawda! Główny piwowar z karwińskiego browaru nazywał się Franzl i rzeczywiście pracował w noszowickim browarze. Ale przede wszystkim decydował o lokalizacji tego nowego browaru! To jego poproszono o degustację wody i wytypowanie najlepszego w okolicy źródła, z którego potem czerpano wodę do produkcji wyśmienitego piwa. Pan Franzl sam mi o tym opowiedział przy okazji przygotowań mojej wystawy o piwie kilkanaście lat temu. Niestety, kilka lat temu zmarł.

  2. Bronisław Ondraszek pisze:

    Akurat nie wiem, czym się sztamgaści w Partyce tak strasznie podniecają. Papierosową mgłą? duchem Larisha a może biustami kelnerek? Za czasów
    głównego piwowarnego Franzla , Radegast warzono według starej receptury, nikt się nie ośmielił jej zmieniać. Dziś piwowarni starający się nie odchodzić od tradycji są wyrzucani przez murzynów z Johanesburga z pracy. Wynikiem jest piwo kwaśne, gęsto zakrapiane wódą, naciąganym na papierze leżakowaniu, bez szyszek chmielowych, o porządnym słodzie jęczmiennym tylko można marzyć. Najlepiej absencję podstawowych atrybutów czeskiego piwa można "wysmakować" na Noszowickiej dziesiątce. Beznadziejna lura przypominająca północnoamerykańskie piwa.
    A może zadamy sobie pytanie dlaczego najpopularniejszym piwem w samych okolicach wioski Noszowice są piwa z browaru Koníček z Vojkovic

  3. Anonim pisze:

    Owszem browary domowe mogą stawiać tylko na Bolka Banana

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>