Włoski wieczór na Żoliborzu: Da Aldo

fot. Sylwia Strocka/kuflowa.pl
fot. Sylwia Strocka/kuflowa.pl

"Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz" śpiewał Muniek Staszczyk na początku lat 90-tych. Wtedy faktycznie, ta jedna z najstarszych warszawskich dzielnic kojarzyła się z emerytami wyprowadzającymi swoje psy do parków na spacery. Od kilku lat obraz okolicy placu Wilsona się zmienia, pokochali ją artyści, hipsterzy i młodzi. I dobrze, bo dzięki temu wiele dzieje się na kulinarnej mapie Warszawy. A na tej wyróżnia się usytuowana przy placu Inwalidów restauracja Da Aldo.

Chociaż wypytując znajomych można się dowiedzieć, że lepiej nie wpadać tam ot tak z ulicy, parokrotnie zaryzykowałyśmy i zawsze znalazło się dla nas miejsce. Wystrój Da Aldo nie powala. Jest skromny, choć można w nim wyłapać kilka smaczków, jak choćby piękny klasyczny skuter stojący w oknie. Tylko nieco przywodzi na myśl włoskie knajpki schowane przed turystami w zakątkach Rzymu, Mediolanu czy Triestu. Na komentarz nie zasługuje także muzyka, która ma umilać gościom czas spędzany w lokalu, czasami po prostu obsługę ponosi fantazja w wyborze puszczanych kawałków, ale do Da Aldo nie chodzimy, aby rozkoszować się muzyką!

To, co przyciąga to... surprise, surprise - jedzenie. A w tej restauracji rozkosz dla podniebienia zaczyna się już od przystawek. Zdarza się nam wpaść tam tylko po to, aby zamówić focaccię.

Królowa przystawek spokojnie może w Da Aldo służyć za posiłek. Pyszne, wzbogacone rozmarynem ciasto wręcz rozpływa się w ustach. Wśród znajomych, z którymi do Da Aldo dane mi było zawitać, jest to bez wątpienia numer jeden wśród wszystkich "fok" kiedykolwiek próbowanych.

O przepis kucharza nie pytałam, ale nasze podniebienia wskazują, że sekretem może być masło dodawane do ciasta, które powoduje, że po włożeniu do ust, kawałek placka dosłownie się w nich rozpływa (fakt ten należy podkreślać, bo w większości przypadków focaccia smakuje jak tektura, nawet w dobrych knajpkach). Jeśli nie jesteście fanami focacci albo po prostu nie chcecie się zapchać przed konsumpcją właściwą, jako czekadełko zawsze dostaniecie pyszny, wypiekany na miejscu chleb pełen orzechów i ziaren. Przechodząc jednak do meritum...

Menu restauracji wydaje się skromne, ale na pewno zaspokoi najbardziej wybredne gusta. Warto pytać obsługę o dania spoza karty. Te wypisane są w końcu jednej z sal na ścianie, ale kelnerzy zawsze chętnie polecają specjały, które przygotowuje szef danego dnia.

O ile przy okazji pierwszej mojej wizyty w Da Aldo skusiłam się na mule w sosie z wina i czosnku (bardzo poprawne, delikatne i dobrze przygotowane), po zasmakowaniu focaccii musiałam sprawdzić czy podobnie pyszne ciasto w Da Aldo stosują do pizzy. Odpowiedzi możecie się domyślić – owszem, jak najbardziej. Choć zazwyczaj jestem fanką klasycznych smaków włoskiego placka i to w wersji dość ostrej, tym razem postanowiłam zaszaleć.

Gnocchi w Da Aldo (fot. kuflowa.pl)
Gnocchi w Da Aldo (fot. kuflowa.pl)

Mój wybór padł na pizzę Torino z serem, gorgonzolą, bekonem, cebulą, bazylią i jajkiem. Choć smak każdego ze składników jest w pizzy wyczuwalny, ich kompozycja nie zabija podstawy czyli smaku ciasta. Od delikatnie rozpływającego się żółtka jajka, przez świeżą i aromatyczną bazylię, wyrazistą gorgonzolę i chrupiący boczek – wgryzając się w Torino dokładnie wiemy, z czego ta pizza się składa. Nie ma tu żadnych zbędnych dodatków, wszystko skomponowane na bazie podstawowych smaków, co daje pyszną kompozycję, do której się tęskni pisząc o niej i wspominając poszczególne smaki.

Co do wielkości pizzy, która dla niektórych jest znaczącym wskaźnikiem – pizze w Da Aldo są przeciętnej wielkości. Znam parę osób, które określiłyby je mianem średnich, dla mnie będą to duże pizze. Tej konkretnej (bez jedzenia focacci, żeby się nie zapchać) nie dałam rady. Nieco mniej niż połowę zostawiłam na śniadanie i... uwaga, uwaga – na zimno, po nocy spędzonej w kartonowym pudełku placek naprawdę niewiele stracił! Ciasto się nie rozmiękło (choć wcześniej dość obficie potraktowałam je oliwą), składniki nie straciły na jędrności. A to nie zdarza się przecież często.

Towarzysząca mi w tej biesiadzie M., której, nota bene, zawdzięczam odkrycie Da Aldo, pozostaje w tej restauracji wierna Gnocchi nadziewanym kozim serem i truflą. Wybór ten nie zaskakuje po spróbowaniu dania. Aksamitne, rozpływające się w ustach kluseczki mogą uzależnić. Choć całość, co jest zrozumiałe, zdominowana jest przez smak sera, delikatna trufla nadaje kluseczkom iście bajkowy smak, a maślany sos podkreśla ich delikatność.

Po skonsumowaniu dań głównych w Da Aldo człowiek jest najedzony jak bąk jednak nie może, po prostu nie może, nie pokusić się o zamówienie deseru. Po spróbowaniu bez pomarańczowej i żurawinowej (niebo w gębie w obu przypadkach!) podczas ostatniej wizyty w tym lokalu postanowiłyśmy "pójść w klasykę" włoskich knajp.

Tiramisu (fot. kuflowa.pl)
Tiramisu (fot. kuflowa.pl)

I tak wylądowały przed nami Tiramisu i Suflet czekoladowy z lodami. Zależnie od gustów i pojęcia tego, jak słodki musi być deser, w obydwu przypadkach znowu wybór okazał się trafiony. Moje tiramisu było może nieco ciut za rzadkie, ale zrzucę to na karb tego, że kucharz chciał pochwalić się pysznym espresso użytym do przygotowania deseru. Lekka pomarańczowa nuta puszystego mascarpone świetnie komponowała się z gorzkawo-migdałowym smakiem kawy.

Suflet w Da Aldo (fot. kuflowa.pl)
Suflet w Da Aldo (fot. kuflowa.pl)

Na pewno błędem było jego zamówienie ze względu na wielkość. To naprawdę spory kawał słodkiego, acz nie przesładzającego, deseru. W przypadku sufletu, który, jak dla mnie był za mało słodki na deser, złego słowa także powiedzieć nie można. Czekolada rozkosznie wypływała po przekrojeniu ciasta, lody waniliowe przywodziły na myśl gelaterie przy fontannie Di Trevi, a całość idealnie ze sobą współgrała.

Jadąc do Da Aldo warto zaparkować nieco dalej, aby po wyjściu móc przejść się kawałek, bo z restauracji wychodzi się (a raczej wyturluje) z pełnymi brzuchami i niekiedy samo wstanie od stolika wydaje się być problematyczne.

Niestety piwna oferta Da Aldo zamyka się na Peroni. Jest to, co prawda, jedna z niewielu knajp, gdzie to piwo dostaniemy, ale kilka dodatkowych pozycji w tym dziale na pewno by nie zaszkodziło Na uwagę za to zasługuje świetnie zaopatrzony regał z winami.

W lokalu znajduje się winoteka, która oferuje całą gamę najprzedniejszych win włoskich. Po pobieżnym przejrzeniu półek i cennika można stwierdzić, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, a obecna na miejscu obsługa bez problemu będzie potrafiła doradzić najlepszy trunek na daną okazję.

Skoro o cenach mowa warto podsumować te z menu restauracji. Ulokować Da Aldo należy na wyższej średniej półce. Za sycącą kolację dla dwóch osób na pewno zapłacicie co najmniej 120-150 pln (chyba, ze zrezygnujecie z deserów, ale nie radzę) jednak będzie to nie tylko zaspokojenie głodu, a także prawdziwa rozkosz dla podniebienia i innych zmysłów (czy wspomniałam, że wszystkie przygotowane w Da Aldo potrawy wyśmienicie pachną?). I choć niektórym może nie odpowiadać ustawienie stolików (bardzo blisko siebie w dwóch rzędach pod oknem i ścianą) na pewno jest to miejsce, do którego należy zajrzeć jeśli chce się spróbować przygotowanych na wysokim poziomie klasyków włoskiej kuchni.

, , , , , , , , , , , , , ,

Komentarze

  1. Paweł Rybicki pisze:

    Wygląda to dobrze!

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>