Browar Lwówek – tak powinno się warzyć piwo! Nasza relacja z wizyty w nowej stolicy Ciechana

Browar we Lwówku Śląskim jest obecnie znany jako coraz prężniej funkcjonująca część rosnącego piwnego imperium Marka Jakubiaka (a teraz nawet jego oficjalna siedziba główna). Koneserzy piwa doskonale znają piwa z Lwówka. Jednakże mało kto wie, jak bogata jest historia tego miejsca. Przebywając wraz z żoną na urlopie w okolicach Świeradowa Zdroju i Zamku Czocha miałem doskonałą okazję aby zwiedzić ten najstarszy czynny polski browar.

Do browaru nie tak łatwo się dostać. W ciągu tygodnia musi się zebrać co najmniej 10-osobowa grupa i wcześniej zapowiedzieć swoje przybycie (w weekend musi to być przynajmniej 15 osób). Na szczęście udało nam się podpiąć pod grupę już wcześniej zapowiedzianą i tym sposobem dostać się do wnętrza jednego z moich ulubionych browarów. Była to bardzo udana wycieczka i dobrze wydane 15 zł. Dzięki uprzejmości dyrektora browaru przedstawiam Wam relację ze zwiedzania wraz z dokumentacją fotograficzną.

Sam budynek browaru z zewnątrz nie prezentuje się zbyt okazale. Zwykły, "przemysłowy" budynek przywodzący na myśl XIX-wieczny industrializm. Dziś odmalowany i opatrzony ładnym szyldem. Wciśnięty niejako między dawne mury miejskie i wąskie lwóweckie uliczki nie robi zbyt dużego wrażenia. Ale w tym przypadku zdecydowanie liczy się tylko wnętrze.

Po wejściu do browaru wita nas pomalowany na biało hall z gablotą przedstawiającą lwóweckie wyroby a także słoje prezentujące różne rodzaje słodów. Na końcu hallu znajduje się stylowy drewniany kontuar gdzie można zasięgnąć informacji o browarze oraz nabyć kolekcjonerskie zestawy warzonych tam piw.

keg

Po zebraniu się grupy i odczekaniu kilku minut na spóźnialskich nasz przewodnik, Paweł Najwer (miłośnik piw regionalnych, pracujący w browarze od kilku miesięcy) rozpoczyna oprowadzanie. Najpierw udajemy się do części muzealnej, gdzie podziwiać możemy bogatą kolekcję pamiątek z dawnych czasów jak np. butelki, kufle, etykiety, dawne "kegi" i lodówkę, szyldy z dawnych lat czy też pamiątki z czasów poprzedniej wersji browaru.

Ciekawostką jest zachowana pierwsza polska etykieta piwna. Interesującym eksponatem są też butelki o pojemności 1 litra, tzw. "deputatówki", w których kiedyś pracownicy browaru zabierali piwo do domu po skończonej pracy (współcześni pracodawcy powinni brać przykład z tego systemu motywacyjnego).

Dowiadujemy się przy tym nieco o historii tego miejsca. Oficjalnie za początek działalności przyjmuje się rok 1209 kiedy to książę Henryk Brodaty (wielki miłośnik piwa) nadał Lwówkowi Śląskiemu dokument zwany prawem mili. W obrębie mili od miasta jego mieszkańcy mogli warzyć i sprzedawać piwo. Stało się to zresztą ich podstawowym zajęciem i źródłem utrzymania. Okoliczne pola dostarczały surowców niezbędnych do warzenia.

W XVI wieku, gdy browar wraz z zamkiem spłonęły powstał na ich miejsce browar miejski, w którym to wszyscy mieszczanie mieli możliwość przyjść ze swoimi surowcami i samemu nawarzyć sobie piwa. Oczywiście Ci bogatsi i bardziej wpływowi częściej mieli dostęp do browaru niż reszta.

(Swoją drogą ciekawa inicjatywa. Zastanawiam się czy dziś coś takiego byłoby możliwe? Zamiast w domowej kuchni uwarzyć piwo na własne potrzeby w profesjonalnym i do tego wspólnym browarze…)

Ale wracając do historii. W drugiej połowie XIX wieku (dokładnie w roku 1871) browar zakupił niejaki Julius Hohberg, który w krótkim czasie uczynił z niego prężnie działające przedsiębiorstwo. Dzięki zastosowaniu etykiet na swoich butelkach, w miejsce dotychczasowych tłoczeń, obniżył koszty produkcji i tym sposobem niemal zupełnie wykosił konkurencję w postaci browarów z małych śląskich miejscowości. Zrobił zatem dokładnie to co wielkie koncerny piwne, które w latach ’90 XX wieku zabiły większość małych browarów Polsce. Co ciekawe i budujące – współczesny Browar Lwówek to browar regionalny będący zaprzeczeniem koncernów piwowarskich. Historia potrafi płatać niezłe figle.

kolekcja etykiet1 (1)

Zmodernizowany przez rodzinę Hohbergów browar trafił po II wojnie światowej w ręce państwowe i jako taki przetrwał do 1999 r., kiedy to zakupił go niemiecki przedsiębiorca Wolfgang Bauer. Piwo warzył dobre (choć miał też dziwne pomysły typu bezalkoholowe piwo Viagra Strong w butelce z niebieską etykietą...), ale na interesach się nie znał. Pod jego zarządem browar popadł w olbrzymie długi co doprowadziło do jego upadłości w 2007 r. (ku mojej wielkiej rozpaczy, gdyż byłem wtedy miłośnikiem piwa Książęce – nie mylić z tym z Tych).

dawne butelki

Do 2009 r. browar był w rękach syndyka, który zamierzał rozebrać wszystko co by się dało i sprzedać (m.in. zabytkowe kotły i kadzie pamiętające czasy Hohbergów, zapewne początek XX w., choć dokładna data nie jest znana). Na szczęście nie zgodził się na to Wojewódzki Konserwator Zabytków (i chwała mu za to; dziwi tylko, że równie historyczny Browar Piastowski we Wrocławiu został rozebrany, zniszczony a w jego miejsce powstają jakieś lofty czy inne paskudztwo - widać inwestorowi bardzo zależało…).

Przełomowym momentem w historii browaru był rok 2009, kiedy to browar zakupił Marek Jakubiak i rozpoczął prace remontowe. W 2010 r., ku wielkiej radości piwoszy, znów ruszyła produkcja piwa.

Przechodząc od muzeum oraz historii do czasów współczesnych i części produkcyjnej trafiamy najpierw do warzelni. Jest tu dosyć gorąco gdyż akurat trwa produkcja. W kadzi zaciernej podgrzewa się zacier (czyli ześrutowany słód jęczmienny). Utrzymywanie zacieru w odpowiedniej temperaturze przez odpowiednio długi czas pozwala rozbić skrobię na cukry proste, z którymi poradzą sobie leniwe z natury drożdże.

Zacier jest następnie przepompowany do kadzi filtracyjnej gdzie za pomocą sit oddziela się brzeczkę (czyli płyn) od części stałych (będących odpadem poprodukcyjnym). Pierwszy płyn jaki spływa po przefiltrowaniu zwie się brzeczką przednią (czyli znakomitą, wyborną a nie "tą z przodu"). Następnie zacier trzykrotnie zalewany jest gorącą wodą, aby dokładnie wypłukać wszelkie cenne składniki ze słodu i przenieść je do brzeczki. Czynność ta zwie się wysładzaniem.

Brzeczka przed fermentacją

Kolejny etap to gotowanie brzeczki wraz z chmielem. Jak dobrze wiedzą domowi piwowarzy – chmiel to tylko dodatek, przyprawa do piwa, więc nie dodaje się go wcale zbyt dużo (ok. 15 kg na kocioł). Dodatek chmielu ma trzy podstawowe funkcje: nadanie goryczki, stabilizację piany oraz sterylizację piwa gdyż posiada właściwości antyseptyczne. Warto przy tym wskazać, że wbrew telewizyjnym reklamom nie używa się współcześnie szyszek chmielowych tylko granulatu – wysuszonego i sprasowanego chmielu. Nie wierzmy zatem w bujdy w stylu leciwego, brodatego piwowara który wsypuje do kotła świeże szyszki chmielowe. Takie rzeczy tylko w reklamie lub w mini-browarze.

kocioł warzelny

Proces gotowania trwa 90 minut. W jednej warce mamy 12,6 tys. litrów piwa. Cały cykl trwa ok. 9 godzin. W Browarze Lwówek do wyprodukowania piwa używa się wody, która pochodzi z jednej z trzech mieszczących się na terenie zakładu studni.

Gdy brzeczka skończy się gotować jest szybko chłodzona i trafia do fermentowni. Udając się w to miejsce możemy zwiedzić zabytkową fermentownię z 1910 r. (na owe czasy bardzo nowoczesną). Dziś nie można jej używać gdyż nie pozwalają na to przepisy sanitarne i normy unijne. W tej fermentowni bowiem utrzymywana była temperatura powietrza na poziomie 11OC, współcześnie taką temperaturę utrzymywać należy nie tylko w powietrzu, ale też wewnątrz fermentującej brzeczki. A jak wiadomo fermentacja powoduje podniesienie temperatury więc należało stworzyć system dodatkowych wymienników ciepła z wodą lodową, które umieszczone wewnątrz kadzi fermentacyjnej chłodzą młode piwo.

Co warte podkreślania – fermentacja odbywa się tu w dwunastu otwartych kadziach tak jak dawniej, a nie w koncernowych tanko-fermentorach. Trwa ok. 8-9 dni. Młode piwo, jeszcze przed rozpoczęciem fermentacji ma bardzo przyjemny słodko-gorzki smak (można spróbować podczas zwiedzania). Ciekawostką jest to, że w kadzi takiego piwa nie dałoby się wykąpać - ze względu na dużą ilość CO2, które powstaje przy fermentacji człowiek od razu idzie na dno.

Po zakończeniu fermentacji młode piwo trafia do leżakowni, gdzie w temperaturze ok. 2 OC leżakuje przez okres 30 dni. O zakończeniu leżakowania decyduje piwowar kosztując piwo. Autor niniejszego tekstu również z poświęceniem kosztował młodego piwa prosto z tanka. Trafił mi się akurat znakomity Lwówek Belg - coś przepysznego – mógłbym pracować w takim miejscu.

Po zakończeniu leżakowania piwo jest filtrowane i butelkowane. Rocznie Browar Lwówek wypuszcza na rynek ok. 20 tys. hektolitrów piwa co daje jakieś 4 mln butelek. W sezonie letnim piwo warzy się tu co tydzień a w sezonie zimowym najczęściej przez jeden tydzień w miesiącu.

Na zakończenie zwiedzania czeka nas najprzyjemniejsza jego część czyli degustacja sztandarowego piwa Browaru - Lwówka Książęcego. Degustować można niemal do woli. Autor niniejszego tekstu, aby zachować jasność umysłu i uporządkować notatki zdegustował zaledwie dwa i pół piwa. Złocisty napój nalewany z beczki wręcz powala swoją świeżością i cudownym, mocno wyczuwalnym aromatem chmielu lubelskiego. Chmiel odmiany Marynka nadaje z kolei bardzo przyjemną goryczkę.

Piwo jest naprawdę przepyszne i ciężko się powstrzymać przed nalaniem sobie jeszcze jednego. Jak wiadomo taki smak może mieć tylko świeże, beczkowe piwo - muszę rozważyć zamontowanie nalewaka w piwnicy i zaopatrywanie się w beczki bezpośrednio w browarze.

Browar Lwówek urzeka swoją historią i klimatem. Czuć, że tu naprawdę warzy się prawdziwe piwo a pracownicy browaru z zapałem i znawstwem opowiadają o swojej pracy. Piwo z Lwówka jest w moim przekonaniu jednym z najlepszych w Polsce piw warzonych w tradycyjnych browarach. Mogę zatem całym sercem polecić zarówno wyroby tego browaru jak i wycieczkę po nim. Wielkie ukłony zarówno dla właściciela jak i dla całej ekipy Lwówka.

Wasze zdrowie!

kuflowa przy pracy

Za oprowadzenie i wiele cennych informacji, które mogłem zamieścić w niniejszym artykule chciałbym serdecznie podziękować Pawłowi Najwerowi – (Specjaliście ds. Jakości z Browaru Lwówek). Jeśli cała ekipa Lwówka podchodzi do warzenia piwa z podobnym zaangażowaniem to wypada również pogratulować doboru pracowników.

Dziękuję również mojej żonie Gosi za pomoc w sporządzaniu notatek i fotografowaniu- jej pomoc była przy tym nieoceniona.

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Komentarze

  1. krzyś pisze:

    Fiu fiu aż ślinka cieknie....

  2. Asia B. pisze:

    Opowiedziane z takim entuzjazmem, że nawet ja, traktująca piwo z taką obojętnością, chętnie bym się napiła...

  3. ksywa pisze:

    A ja chętnie bym zwiedziła to miejsce, oczywiście z degustacją. Napisane z klimatem!!! Przy lawinie "złych wieści", również w sferze piwa, wiadomości o takim miejscu to miód na serce.

  4. anka pisze:

    Niedawno mi także udało się dołączyć do grupy zwiedzającej ww browar. Muzeum i historia browaru całkiem ciekawe. Eksponaty warte uwagi. Jednak dopiero po wyjściu z muzeum zaczęło się prawdziwe zwiedzanie:) Tak się składa, że załapałam się na pracującą warzelnię-jako amatorską fankę piwa ze Lwówka muszę przyznać, że napić się trunku jeszcze gorącego z kotła..mm. Nie lada frajda. Polecam wszystkim miłośnikom!
    Pan Paweł z kolei jest chyba nie do "zagięcia" z wiedzy o piwie. Przynajmniej naszej grupie się to nie udało.
    Na pewno jeszcze tu kiedyś wrócę.

  5. MarioS pisze:

    Są browary, więcej niż małe które jednak do warzenia piwa dalej używają szyszek chmielowych, a nie granulatu chmielu.

  6. sceptic pisze:

    @ważniak racja. thx

  7. satek pisze:

    Piwo z etykietą ze zdjęcia (Książęce niepasteryzowane) to moje pierwsze regionalne jakie piłem w życiu. Pamiętam jak pojawiło się w Krakowie około 2002 roku w małym sklepiku osiedlowym. Piwo kupiłem na próbę, wywarło na mnie ogromne wrażenie wrażenie, niestety pewnego dnia znikło i nigdy nie pojawiło się, wypytywałem po sklepach w równych miastach, niestety.
    Po kilku latach około 2005 roku przypadkiem natknąłem się na piwa z browaru Amber, piwo Żywe i Koźlak. Dobrze wspominam też Porter Staropolski. Zacząłem zwracać uwagę na piwa regionalne.

    Po kilku latach kupiłem znowu Lwówek Książęcy, niestety to już nie to co kiedyś. Wielka szkoda

  8. antek pisze:

    Kolega napisał że leżakowaniu piwo jest filtrowane i butelkowane.Jestem ciekawy jak i skąd w butelkach bierze się gaz?

    • Grzegorz Miś pisze:

      Z tego co wiem to piwa nasycają się naturalnie w zamkniętych naczyniach w leżakowni, a w razie konieczności jest możliwość ich mechanicznego nasycenia na etapie leżakowania.

  9. Czesław pisze:

    z dupy.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>